31 stycznia 2004, wspolnym wysilkiem harcerzy i KPH, zostal zorganizowany harcerski "kulig". Na miejsce wybralismy malowniczo polozony las wc oklicach Forest Hill. Po przyjezdzie na miejsce, przy wspanialej slonecznej pogodzie,  wszyscy udali sie na dlugi spacer w glab lasu. Pierwsza atrakcja naszego wyjazdu byla zorganizowana przez dh. Jurka Zelnego gra strategiczna, w ktorej dwie wspolzawodniczace druzyny musialy zdobywac bronione przez przeciwnika "forty". Celem tej gry bylo zdobycie flagi przeciwinika, zatknietej w "forcie" bez zostania uderzonym sniezka. Po kilku szybkich atakach daly o sobie znac braki kondycyjne, ale brak sil dal sie wytlumaczyc "rozrzedzonym  gorskim powietrzem".....Niektorym troche sie oberwalo, bo sniezki lataly we wszystkie strony jak na prawdziwym polu bitwy.
Nastepnym punktem programu bylo posilek na swiezym powietrzu, skladajacy sie z  wysmienitego bigosu oraz smazonych kielbasek. Pod komenda dh. Andzeja harcerze oraz rodzice z KPH zostali sprawnie ustawieni w kolejke do garkuchni. Dh. Andzej zajal sie tez rozdzieleniem posilku i jak prawdziwy kucharz polowy sprawnymui ruchami warzachwi wrzucal bigos na podstawiane przez wyglodnialych uczestnikow kuligu miseczki. Swieze powietrze zaostrzylo apetyty i po chwili na sniegu pozostaly tylko puste garnki.     
Kulminacja naszego sobotniego wyjazdu byl oczywiscie kulig po lesnej, osniezonej drodze. Przy pomocy dh. Jurka, do wyposazonego w specjalne kola pojazdu, zostalo przyczepionych kilka par sanek, na ktore siadly zuchy i harcerze. Kulig odbyl sie w dwoch roznych wersjach: Pierwsza, wolniejsza dla mlodszych zuchow i dzieci oraz wersja "rajdowa" dla starszych harcerzy, podczas ktorej nie jeden z uczestnikow wsrod wybuchow smiechu poturlal sie w snieg lub wyladowal w przydrozenj zaspie... Koncowym etapem kuligu, byl wyczynowy przejazd dh. Andrzeja, ktorego osobiscie ciagnal z zawrotna szybkoscia dh. Jurek. Chyba tylko dzieki specjalnym, okreslanym jako "komandoskie" zdolnosciom dh. Andrzeja, ten ostatni wyszedl z rajdu bez szwanku. Przez kilka sekund widac bylo tylko wyciagniete do gory nogi naszego druzynowego, przelatujacego jak rakieta na chyboczacych sie sankach. Prawdziwym majstersztykiem bylo w takiej sytuacji utrzymanie rownowagi, ale z tego zadania dh. Andrzej spisal sie na piatke.
Do domu wszyscy wrocili zmeczeni, ale zadowoleni. Skladajac niniejszym podziekowanie tym, ktorzy aktywnie wlaczyli sie w organizacje naszego kuligu, przesylamy wszystkim harcerskie "Czuwaj". ZDJECIA

Marcin Brynada